Hanyska oczami Aleksandra Lubiny

Czy warto przeczytać Hanyskę?

Jaka to literatura? Ile wokół niej obojętności, nieuzasadnionej wyższości pseudointelektualnej, bezmyślności – pogardy?

Sporo dziwaczności w książkach 21. wieku, mnogo rynkowych gustów. Literatury niewiele. Fantasy, kryminały, romansidła takie, siakie i owakie – byleby się sprzedało. Zabij czas, zabij, piękno, zabij rozum!

Każdą książkę warto przeczytać. Dobre książki kształcą – złe książki wymagają czytelnika uzasadniającego ich miernotę. Słabizny literackie, intelektualne, patriotyczne.

Hanyska mieści się w literaturze uniwersalnej omawiającej dzieje człowieka i ukazującej losy człowiecze w czasach niedobrych, bo niedobre są te czasy Sołżenicyna, Mandelsztama, Mackiewicza, Borowskiego, Grzesiuka… Złe czasy Borcherta, Bölla, Lenza i Schlinka… Złe czasy i czasy jeszcze gorsze, czasy ran niezabliźnionych, krzywd nie wyrównanych, czasy bólu, czasy poniżania. A czas… Tempus fugit, aeternitas manet…

I oto pojawia się Leonia i chwile ulotną zatrzymuje na życie książki jednej – życie Hanyski… Pisze Leonia o Hanysce, którą poznać powinniście.

Jako Leonia, bo boi się, że ktoś ją skrzywdzi za prawdę, więc czasy paskudne nie odeszły w nicość?

Zbiera się Leonia na odwagę i pisze jako Helena Buchner a krótko później umiera i już nic nie napisze – nikomu spokoju nie zakłóci, nikt jej już nie skrzywdzi.

Nie wyrywaj osamotnionej Hanyski z jej świata okropnego, nie wyciągaj z zapomnienia, z cienia dziejowego – odkrywaj ten bolesny, mały światek górnośląskiej powojenności poznawszy uprzednio cierpienia innych: Rosjan, Niemców i Polaków.

Czytaj, kurde, czytaj!

Czytaj, czytaj, czytaj… zanim zaczniesz płakać nad sobą i mądrzyć się o literaturze, bo w literaturze nadal prostota kanon stanowi i opowieści o ludziach prostych.

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

(…)

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Czesław Miłosz

 

Helena Buchner, Hanyska, wyd. Silesia Progress, 2016

Jedna odpowiedź do “Hanyska oczami Aleksandra Lubiny”

  1. „Czytaj, kurde, czytaj!” i to jest najważniejsze. Ale pewnie trzeba się zestarzeć albo zdziwaczeć żeby to robić, żeby po księgarniach łazić i czuć się w nich jak upośledzony. Bo jak inaczej się czuć gdy młoda dupa podchodzi i pyta „w czym mogę pomóc”, to ja do niej „Fizymatentę” Kutza poproszę, a ona idzie do komputerka i wpisuje Kuc i odpowiada mi, że takiego nie ma. To ja jej mówię, żeby mi kilo śledzi zapakowała, bo co jej, kurwa, mam powiedzieć. A to nie było jakieś tam TESCO, a dupna księgarnia i renomowana jak najbardziej. Piszesz o „Hanysce” a ile lat ona leżała w szufladzie ile razy czytana przez autora była zanim ujrzała światło a przecie nie z lęku jakiego, a z obawy czy prawda to, czy dystans do tego już stosowny itp. itd. Dziś ciulik poklepie po klawiaturce i w tydzień „dzieło” stworzy a po dwóch już na półkach. Półki księgarń pełne takich „dzieł”, a pewnie będzie jeszcze więcej. No ale cóż – czytać trzeba, już chociażby dlatego, że się do tego przyzwyczailiśmy, że sprawia nam to przyjemność i że to potrzebne nam jeszcze jest. Więc tą „Hanyskę” też, ale i tego „Obcego …” Wańka a jeszcze bym parę innych wymienił z przekonaniem, że warto. Więc racje masz z tym „Czytaj, kurde, czytaj!” …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *