Mianujom mie Hanka

Tekst: Alojzy Lysko 
Gra: Grażyna Bułka
Reżyseria: Mirosław Neinert
Oprawa plastyczna: Grzegorz Chudy
Oprawa muzyczna: Stanisław Szydło

A za tych, którzy umarli, pomódlmy się.

A za tych, którzy umarli zamilczeni na śmierć w goryczy, w zmowie narodowej, państwowej, barbarskiej, pomódlmy się.

Pomódlmy się Ślązacy, Niemcy i Polacy za tych, którym nie dano wykrzyczeć bólu, którym nie dano porozmawiać o draństwie wojennym i powojennym: śląskim, polskim i niemieckim, za tych, którzy nie obejrzeli Mianujom mnie Hanka.

Hanka Lyskowa umarła gdzieś w okolicy roku 1972.

Mianujom mnie Hanka – analizowana wyłącznie jako tekst, nie daj Boże tekst historyczny, może budzić wątpliwości.

Większość tekstów historycznych budzi wątpliwości – tak to już jest z historią. Historia nie jest nauką obiektywną – to nie matematyka, fizyka, chemia… Historia służy temu, kto…

Historia w jej interpretacji zależy od nastawień, a nastawienia, mówią, zależą od poczucia przynależności i współstanowienia.

Historia opowiedziana przez Hankę służy każdemu, kto chce zrozumieć, czym jest ból. Hanka to ból, ból kobiety, ból matki, ból żony. Hanka to ból bezsilności, bo na co Hanka miała wpływ. Nawet jej historia maleńka, osobista, czekać musiała… czekać musiała na inscenizację lat prawie pięćdziesiąt.

Historia opowiedziana przez Hankę mówi o braku wpływu kobiety prostej na cokolwiek. Górnośląska Niobe rodzi dzieci dla śmierci, wychodzi za mąż za mężczyzn, którzy niebawem zginą.

Oprawa muzyczna

Idźcie na Hankę, jeśli już byliście, to idźcie jeszcze raz – obejrzyjcie i posłuchajcie tak bardziej na zimno, tak na trzeźwo, tak rozumowo, tak analitycznie – wszak nie każdy z Was jest ze skały, z lodu, i przy pierwszym oglądaniu nie opanuje serca i łez. Emocjonalność Hanki, uczuciowość Hanki to jej wielka siła, ale też wymóg obejrzenia spektaklu dwa a może nawet trzy razy, żeby zrozumieć, o czym jest tak w istocie i pojąć, jak został zrobiony, wykreowany, stworzony wręcz.

Najsampierw posłuchajcie dźwięków Hanki, nie, nie tych, które wydaje Grażyna Bułka, posłuchajcie tych, które Bułkę niosą, które Bułce robią tło, dają oddech, ofiarują dyskretną moc trafiania do naszych serc i rozumów.

Muzyka do Hanki to kolejne kapitalne dokonanie Stanisława Szydły, skromnego mistrza od Cholonka i od Mimrów. Szydły posiadającego moc twórcy. Lekkość Szydły pozwala ulecieć aktorom i słuchaczom – niesie ich, podtrzymuje pod ramioma, szepcze do ucha: Słuchaj, słuchaj… przeżywaj i myśl.

Pisze pan Stanisło Szydło w odpowiedzi na moje pytanie: „Muzyka do Hanki to mieszanka motywów ludowych: ‘Siadej dziołcho na wóz’, ‘Ożenił się wróbelek’, “Zielone zasiołach”, których autorstwo trudno ustalić – Mirek Neinert albo Grażynka Bułka przynieśli mi je na kartkach – oraz własnych kompozycji.

Znalazł się też w Hance motyw ‘Roty’ Feliksa Nowowiejskiego, ‘walczący’ (zgodnie z życzeniem reżysera) z moim motywem marsza ‘Marsz rezerwistów’. Szkielet miał Mirek Neinert w głowie. Na próbach zazwyczaj mówi, że tu słyszy konkretnie to, ‘I tu masz nutki.’, albo śpiewa sobie pod nosem lub coś w danym klimacie. Dlatego lubię z Mirkiem współpracować. Zawsze staram się być na próbach, jeśli tylko mogę. Między innymi dlatego, że próby nagrywam na kamerę i czuły mikrofon – bardzo ważne są dla mnie wszystkie uwagi, które padają  w trakcie. Ze strony reżysera i aktorów. To moja wypróbowana metoda – potem siadam w domu w studiu i przeglądam całość. Z tych filmów montuję na własny użytek w miarę kompletny spektakl. Proces tworzenia muzyki bardzo podobny do pisania muzyki pod ‘obraz’ (muzyki filmowej).

Najfajniejsze są te uwagi – nazywam je – emocjonalne: na jednej z prób ‘Hanki’ (większość muzyki już była gotowa), kiedy przebrzmiała ostatnia kwestia Grażynki, Mirek po chwili wstał i powiedział do mnie: ‘Wiesz, tu bym słyszał taki szeroki motyw orkiestrowy, wręcz hollywoodzki’, takie emocjonalne, nieprzegadane ‘wow!’.

Bo zazwyczaj na końcu wszyscy obecni na próbie byli wbici w fotele i walczyli ze wzruszeniem. I ja z tym “ładunkiem” wyszedłem z teatru, wsiadłem prosto do auta i pojechałem do domu. Po drodze rósł mi w głowie ten ‘Finał’, oparty na motywie ‘Zielone zasiołach’, niejako spinający całość klamrą. Kiedy wchodziłem do studia, finał był właściwie gotowy.”

Teraz już wiecie, jakie to proste…? To teraz jeszcze raz do Korezu  i posłuchać, posłuchać.

Oprawa plastyczna

Plakat? Kurczę, jak tu pisać o plakacie do Hanki?

Widzę to tak:

Przed Domem Górnika w Sosnowca siedzi kobieta socrealistyczna, taka mocna, taka, z grubsza ciosana – taka rzeźba, jak przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie…, bo socjalistyczna kobieta, kobieta socrealistyczna była silna jak chłop, silna była taka kobieta na traktorach i w kopalniach, silna była taka kobieta z Polski Ludowej i z Kraju Rad jak ta kobieta z rzeźb nazistowskich, hitlerowskich, jak kobieta z rzeźb w Berlinie i Norymberdze.

Kobietom górnośląskim hołd na plakacie złożył Grzegorz Chudy, bo Hanka z plakatu jest silna, zacięta i smutna… Ramiona ma jak chłop, ręce jak bochny chleba. Hanka pana Grzegorz Chudego nie przypomina zbytnio jego Omy przy żeleźnioku, ani bab kopiastych pielgrzymujących do Piekar, ani starek wandrujoncych we wte i nazod. Hanka chudego jest taka wielka, jak wielkie są babcie, starki i omy, które przytulając chronią przed całym światem niedobrym, ale do których przytulić się strach, bo takie są oblycone kopiasto, odprasowane, wykrochmalone – w zbroi skrywającej serce gołębie, serce niczym sztolnia stara po wielu zawałach. Takie nasze serce, takie serce uniwersalne, wielokulturowe, takie serce, w którym już nie ma miejsca na ból własny a miejsce jest na współczucie i litość.

Reżyseria

W Neinerta na scenie wstępuje moc.

Trzeba go zobaczyć, kiedy rozmawia tak sobie, kiedy słucha z cygarem w dłoni i trzeba go zobaczyć w Czechowie, bo w Czechowie to jest Neinert – Neinert Rus, w Cholonku Neinert… to Neinert je Janoschowy, w Komecie to Nohavicowy. W Hance Neinerta nie ma wcale a jest w każdej scenie, bo czuje się, że reżyser tę Hankę pojął w tri miga i Neinert tę Bułkę Grażynę lubi i ceni i pomaga całym sobą. Gra reżyser narzędziami prostymi, prostymi, bo zawsze skutecznymi. Bułka krzyczy raz – i ten raz jedyny wszyscy zapamiętają. Bułka stosuje efekty wyobcowania nawlekając igłę i kłując się w palec. Brechtowski V-Effekt…

Ano Brechtowski, Brechtowski… Pamiętacie Mutter Courage? Pamiętacie Artura Ui? Brecht kazał myśleć. Neinert wyrywa z nadmiaru emocji igłą i nitką! I każe myśleć, śmiać się przez łzy.

Tak, ten Korez to w ogóle jakoś tak z jednej strony kontynuuje i nawiązuje do Brechta, Dürrenmatta, Mrożka, a Hanką także do Petera Weissa i Rolfa Hochhutha z drugiej. Tak, tak nie można w teatrze zatrzymać się na Leonie Kruczkowskim i Friedrichu Wolffie. Proszę łaskawie zauważyć, że zadbali górnośląscy autorzy i reżyserzy o to, abyśmy mieli o czym rozmawiać: Piąta strona świata, Miłość w Königshütte, Cholonek. O tym jeszcze napiszę. Państwo to obejrzą i będzie o czym rozmawiać.

Teatr to takie miejsce, gdzie od 200 lat lęgnie się myśl niepokorna.

Od 200 lat? A Shakespeare, a Moliere, a Lessing?

Gra

Grażyna Bułka nie chciała robić monodramu a dyrektor Mirosław Neinert o tym wiedział. Więc dał tekst i powiedział: Przeczytaj!

Przeczytałam jednym tchem czytając i błyskawicznie uświadomiłam sobie: Hanka cię znalazła! Musisz to zrobić! Tekstu uczyłam się całe wakacje. Następnie próby z Mirkiem sam na sam – czysta przyjemność: wzruszenie, łzy i wiele wspaniałych.

Ta historia bardzo mnie porusza. Sama jestem matka i nie wyobrażam sobie straty dzieci…

Moja babcia, ze strony mamy urodziła się Niemką, bracia Mamy byli w niemieckim wojsku – jeden uciekł do Andersa, drugi zginął w 45 w Berlinie jako Niemiec. Drugi dziadek walczył w powstaniach.

Mama jako urodzona w 1932 w Świętochłowicach koło obozu na Zgodzie widziała wiele. Ja sama za śląski byłam tępiona w szkole przez nauczycieli, którzy u nas dostawali nakaz pracy. Więc historia Hanki dotyka mnie bardzo, bardzo rodzinnie i osobiście. Grażyna Bułka

Publiczność

A za tych, którzy umarli, pomódlmy się.

A za tych, którzy umarli nie obejrzawszy Mianujom mie Hanka, pomódlmy się. Jesteśmy szczęściarzami, wolno nam pisać, wystawiać, oglądać i rozmawiać.

A ja stary górnośląski maruda powiem: Ale… Ale pamiętajcie o Biedermannie
i podpalaczach Maxa Frischa, bo nic nie jest dane raz na zawsze.

No to pyrsk ludkowie. Widzymy sie w Korezie?

Aleksander Lubina

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *