Hanyska – Helena Buchner

Matriarchat, śląski matriarchat? Oczywiście.  Na Śląsku rządziły i rządzą kobiety. Rządzą matki. Rządzą omy. Chłop, to może ciężko robić, wypić sobie po robocie albo zagrać w szkata z kamratami. Może śmierdzieć piwem, czy też szkatem po powrocie do domu. Dużo może. Może se pogodać. Ale wypłatę i tak odda żonie, która zadba o to, by miał wypraną koszulę na niedzielną mszę, oraz by dzieci były czyste i nie chodziły głodne do szkoły. Sto lat temu dbała. Teraz dba. Bez znaczenia jest czas. On nie ma nic do gadnia. A niby taki to twardziel, ten śląski chłop. Bergmon albo hutnik, a może i rolnik, staje się miękkim woskiem na widok swojej baby. Swojej Ślubnej. Swojej Matriarchalnej Godzilli.

Nawet święci, do których tu, na Śląsku, się modlą ci twardziele, to baby. Święta Barbara. Święta Jadwiga. Same baby.

A teraz jest też i Święta Maria. Ale nie chodzi o jezusową matkę, co to jej ikonę wraz z klasztorem zafundował Polakom śląski książę Władysław Opolczyk we wsi Częstochowa.

Maria jest świętą, matriarchalną księżniczką, amerykańskim superbohaterem, japońską Godzillą. Jeśli trzeba, to będzie MacGyverem. Albo Clausewitzem. Albo uległą dziwką. Nazywa się Brun. Oryginalnie Brunn, ale Polacy po 1945 zmieniali nazwiska ludziom na Śląsku, zatem jedno „n” jej ucięto. Zmienianie ludziom nazwisk, to był wtedy taki polski sport narodowy.

Matriarchalna Maria Brun, to ta tytułowa Hanyska. Dla Polaków gorsza od Niemców, bo rozumie po polsku. I mówi po śląsku. Dla Polaków jest też szpiegiem, bo potrafi czytać. A nowe, polskie władze na Śląsku nie wierzą, że zwykła, wsiowa baba może potrafić czytać.

Mocna, osobista opowieść o „wyzwalaniu” Górnego Śląska przez Armię Radziecką i walczące u jej boku oddziały Ludowego Wojska Polskiego.

Mocna, osobista opowieść o ustanawianiu nowych „porządków” na Górnym Śląsku, który „po latach niewoli wraca do polskiej macierzy”.

Mocna, osobista opowieść o niszczeniu. O tym, że zwycięzcom wszystko wolno. Tym bardziej, że swoje barbarzyństwo można tłumaczyć prawem do zemsty, a innego prawa nie ma.

Mocna, osobista opowieść o nadziei. I rodzinie. Rodzinie. Rodzina. Dla tej śląskiej wsiury rodzina, to było całe paliwo, cała adrenalina, albo narkotyk, który pozwolił jej żyć. Rodzina i hajmat. Hajmat ważny jest zaraz po rodzinie. A ideałem jest rodzina mieszkająca w hajmacie.

Mocna, jednak mało osobista to historia. Mało osobista? Oczywiście. Czytając tę historię Ślązacy odnajdą ślady tego, co słyszeli od swoich om, opów, matek, czy ojców. Nie ma cygaństwa. Mało osobista, bo to plemienna opowieść. Na tyle mocna i prawdziwa, że wydając ją w 2006 roku autorka bała się podpisać książkę własnym nazwiskiem. Autorką była wtedy Leonia. Niech sobie to przemyślą ci, którym się wydaje, że Polska to taka ostoja demokracji i wolności słowa.

Czy Hanyska, ślōnsko, matriarchalno baba do rada poradzić tym fizymatyntom, co jom durś trefiajom? 

Czy Hanyska, śląska, matriarchalna baba poradzi sobie z problemami, które ciągle stają na jej drodze?

Odpowiedź znajdziecie. Trzeba tylko oświetlić oczami ostatnią stronę tej książki.

Marian Kuś

Jedna odpowiedź do “Hanyska – Helena Buchner”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *