Dominika Bara o „Listach z Rzymu”

Zbigniew Kadłubek: Listy z Rzymu. Opole, 2012

Napisać, że sztuka epistolografii ma długą tradycję, to jak nic nie napisać. Ale zacząć przecież trzeba po bożemu. Ma zatem tradycję długą i wciąż kontynuowaną, zwłaszcza że nowoczesne technologie sprzyjają bardzo tej formie komunikacji. Bo czymże jest dziś e-mail czy sms, jeśli nie listem? Elektronika determinuje może formy bardziej lapidarne, zwięzłe, ale to nie wada przecież, bo limity narzucają w tej materii dyscyplinę, czasem w wypowiedziach bardzo wskazaną.

Z „Listami z Rzymu” Zbigniewa Kadłubka nie ma to jednak nic wspólnego. I to z powodów co najmniej kilku. Jednym z nich jest oczywiście język. Śląski, w najlepszym brzmieniu. Bo to śląski, wypływający z ust filozofów, mistyków, poetów czy pisarzy (Nietzsche, Cioran, Blaise Pascal, św. Paweł, Franz Kafka, Ezra Pound), to śląski wybrzmiewający w Bhagawadgi-cie czy Biblii. Wielkie myśli i fragmenty kolosalnych tekstów brzmią w języku śląskim mocno i pewnie, łamiąc pokutujący w mass-kulturze stereotyp, zgodnie z którym śląski to język ludyczny, prosty, jarmarczny, niezdolny do opisu poezji czy systemów filozoficznych.

Tytuł tomu podkreśla miejsce, gdzie rodzą się przemyślenia autora. Rzym – miasto, w którym mały człowiek staje przed potęgą czasu, historii, religii, sztuki i ludzkiej myśli. Kadłubek jest erudytą, roztacza przed czytelnikiem wachlarz cytatów na każdy niemal temat, patrząc na świat oczami wielkich twórców wszystkich niemal epok. Patrzy na Rzym, ale wciąż widzi Śląsk, lawirując myślą mistrzowsko, od Marka Aureliusza – na przykład – przez E. M. Remarque’a, na własnym dziadku Jorgu kończąc, a wszystko w jednym niemal zdaniu, zwieńczonym myślą, że oto „W Rzymie się traci, na Śląsku się traci, a nojbardzi traci sie coś w nos samych (s. 65).

Listy z Rzymu – tytuł nie pozostawia wątpliwości skąd, ale… do kogo? Carissima, najmilszo, najbardzi daleko, moja słodko M. K. – to Kobieta? Być może, ale przecież pokusić się można o pójście dalej. Bo może i Ojczyzna? Może Własna Tożsamość? Teksty nie dają jednoznacznej odpowiedzi, przeciwnie wątków tu i tropów wielka różnorodność. Dla ucha zaś miła jest jeszcze wielojęzyczność i wielokulturowość, pobrzmiewająca w tych listach i mieniąca się wszystkimi barwami – jak na dawnym Śląsku. Takim właśnie chce go widzieć, za takim Śląskiem narrator listów tęskni. „Ja, los mój i mojij ojczyzny, fortuna patriae, fortuna Silesiae, to je możno yno już in saecula saeculorum tynsknota, Carissima. I dobrze. W tym je jakes czekani na Ducha. To je, choby pora minut przed Paruzjom” (s. 87).

Pora minut przed Paruzjom…? Kto wie – ale Duch wyraźnie obecny jest w „Listach” już teraz. Poczuje go – jak myślę – każdy, kto zechce w podróż do Rzymu razem z Kadłubkiem się wybrać. Do Rzymu, na Śląsk, do domu, w głąb siebie. A z każdym zdaniem przeczytanym własne zdanie odkryć, siebie odkryć na nowo. Warto.

Dominika Bara

Jedna odpowiedź do “Dominika Bara o „Listach z Rzymu””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *