Prawdology

Na spotkaniu „Karasola”, które odbyło się 13 czerwca 2017 w Bibliotece Śląskiej, zaprezentowałem swoją najnowszą książkę pt. „Prawda po epoce post-truth”. Dyskusja rozpoczęła się od dyskretnej aktualizacji góralskiego stopniowania trzech prawd ks. Józefa Tischnera: „prawda, cała prawda… postprawda”. Teraz krótko opowiem o przedmiocie książki, a dla równowagi przypomnę „Trzecie kłamstwo” Bułata Okudżawy, które „gdy już przejdzie przez twój próg, /Głębiej rani cię niż na wojnie wróg”.

Prawda po epoce post-truth

Andrzej Jarczewski

Jeżeli termin post-truth (postprawda) został uznany „słowem roku 2016” przez Oxford Dictionaries, to znaczy, że chodzi o coś ważnego, o coś, co nazywa jakąś szczególnie w danym roku istotną rzecz lub wartość. Również, gdy jest to wartość ujemna, wręcz groźna. Tak jak w tym wypadku.

Sam termin ‘postprawda’ sprawia wrażenie językowego potworka. Ukuty został na wzór ‘postmodernizmu’, ale termin ‘postmodernizm’ jest zbudowany poprawnie, bo nazywa pewną epokę, która nastąpiła po (post) epoce modernizmu w kulturze współczesnej. Podobnie: ‘postromantyzmem’, np. w muzyce, nazywamy późniejsze nawiązania do romantyzmu. Odnotujmy jednak, że przed „epoką postprawdy” – „epoki prawdy” nigdy nie było! Możemy tylko mieć nadzieję, że dopiero po epoce postprawdy nastąpi epoka prawdy. Ta nadzieja jednak nie spełni się sama. Coś w tej sprawie zależy od nas.

W terminie ‘postprawda’ owego ‘post-‘ nie należy więc interpretować w kategoriach czasowych. To jest raczej pewnego rodzaju negacja, jak najbardziej poprawnie realizująca nazywany przez siebie program: „prawdy nie oferuję”! Można też – żartobliwie – nawiązać do innego znaczenia wyrazu ‘post’ w angielszczyźnie i powiedzieć, że ‘postprawda’ – to taka prawda pocztowa, a raczej mailowa i facebookowa. Ot, ktoś coś napisał, kto inny to udostępnił, następny coś dodał, kolejny odjął i tak dalej i dalej, aż w końcu upowszechnia się fake news, czyli informacja, która z faktami ma już związek iluzoryczny a z prawdą – żadnego.

Algolemy

Wielkie zasługi w dziele krzewienia postprawdy należy oddać Facebookowi. Na tej platformie – jeśli nie liczyć cenzury – wszystko się dzieje bez udziału człowieka. Mark Zuckerberg napisał pierwotny kod źródłowy, a następnie nadzorował rozbudowę systemu o różne funkcje. Z rozpatrywanego punktu widzenia najbardziej interesująca jest funkcja profilowania otrzymywanych treści. I wcale nie chodzi tu o złą wolę, czy jakieś ukryte ingerencje. Po prostu Facebook działa tak, że pewne zjawiska dzieją się „same”.

Zbudowano coś w rodzaju sieciowego golema czy też ucznia czarnoksiężnika. Tu przypomnę, że według tradycji żydowskiej golem jest ulepioną z gliny postacią, której twórca tajemnym sposobem potrafi nadać lub odebrać człowieczeństwo. Golem nie ma wolnej woli, powinien więc wykonywać tylko to, co mu każą. Ale to zwykle wymyka się spod kontroli, zwłaszcza że nawet twórca golema nie wie, do jakich skutków w nieprzewidzianych okolicznościach mogą doprowadzić działania, zaprogramowane dla okoliczności przewidywanych.

Facebook jest w gruncie rzeczy dość prostym algorytmem sieciowym i dopóki korzysta zeń tysiąc osób, a nawet milion – dobre i złe cechy systemu nie wpływają zbytnio na cywilizację. Ale przecież na fejsie mamy już ponad miliard użytkowników! A ta liczba wraz z użytkownikami Twittera i innych komunikatorów obejmuje praktycznie wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób aktywnie zmieniają warunki życia na Ziemi. Ta wielka liczba, wbrew deklaracjom Zuckerberga, zmienia cywilizację! Facebook staje się swoistym algorytmicznym golemem – algolemem.

Prawda po postprawdzie

Niezależnie od powszechnej krytyki, jaką wywołuje ideologia postprawdy, nie da się zaprzeczyć, że zjawisko nazwane tym terminem jakoś jednak istnieje, każe na siebie zwrócić uwagę i żąda opisu. Piszą więc o postprawdzie liczni autorzy, a na całym świecie odbywają się konferencje naukowe, poświęcone temu fenomenowi.

Moja książka o prawdzie – pisana z pozycji logika i językoznawcy – przedstawia i uzasadnia algorytm atrybucji prawdy, co może brzmi trochę dziwnie, ale jest algorytmiczną odpowiedzią na algorytmy internetowe. Nie operuję tam abstrakcjami. Pokazuję, jak – używając czasowników – można opisywać najbardziej nawet skomplikowane zjawiska współczesności. Zaczynam oczywiście od Arystotelesa i jego słynnej czasownikowej definicji prawdy:

– Powiedzieć (komuś Drugiemu) o tym, co istnieje, że istnieje, a o tym, co nie istnieje, że nie istnieje, jest prawdą.

W cytowanym zdaniu podmiotem jest bezokolicznik ‘powiedzieć’, a z tej i z wielu innych wzmianek o prawdzie u Arystotelesa wynika bardzo wiele. Niestety – dalszy wielowiekowy bieg refleksji o prawdzie korzystał głównie z rzeczownikowej koncepcji Platona, który gdzie indziej ulokował swoje rozumienie prawdy:

– Prawdziwy sąd powstaje, gdy wprost naprzeciw siebie i prosto padają na siebie te tłoki i odbicia, które do siebie należą. Wtedy sąd prawdziwy. Kiedy padają skoś­nie albo na poprzek — sąd fałszywy.

Takie podejście do prawdy, doprecyzowane później przez św. Tomasza, zostało w XX wieku zakwestionowane. Zaczęły powstawać różne tzw. nieklasyczne teorie prawdy, które doprowadziły do kryzysu w tej materii i zakwestionowania samego pojęcia prawdy (Richard Rorty) jako kategorii nieprzystającej do paradygmatu postmodernistycznego, aż w końcu wykrystalizowało się pojęcie ‘postprawdy’.

Ale postprawda nie jest poprawną odpowiedzią na kryzys prawdy! Posiłkując się teorią Thomasa Kuhna (Struktura rewolucji naukowych) dowodzę, że postplatoński paradygmat rzeczownikowy należy zastąpić Arystotelesowym podejściem czasownikowym. Czytelników zainteresowanych tą problematyką zapraszam do lektury Prawdy po epoce post-truth. Dziś, gdy to piszę kilka dni po ukazaniu się książki, widzę, że ta pozycja dostępna jest już w wielu księgarniach internetowych, a egzemplarz obowiązkowy złożyłem Najwyższym Władzom „Karasola” do… zważenia. Albo do rozważenia, co na jedno wychodzi, choć z przeciwnej strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *