Gintera Pierończyka „opowieści o Śląsku niewymyślonym”

W dzisiejszych czasach faknewsów i manipulacji, półprawd i całych kłamstw, szczególnego znaczenia nabiera twórczość Gintera Pierończyka, który z pasją i podziwu godną rzetelnością ocala od zapomnienia prawdę, prawdę najważniejszą: nie tę tak zwaną prawdę historyczną – ta bowiem zbyt często jest w służbie polityki, lecz tę przechowaną w ludzkiej pamięci i przekazywaną z pokolenia na pokolenie, najczęściej w tradycji ustnej, która – krucha jak ludzkie życie – wymaga utrwalenia, a pod piórem Pierończyka nabiera mocy dokumentu, bo na dokumentach wspierających ludzką pamięć jest oparta.

Literatura faktu – do takiej bowiem zaliczyć należy twórczość Gintera Pierończyka – nie ma łatwego zadania, szczególnie w dobie Internetu i – zdawałoby się – nieograniczonego dostępu do informacji. Pozornie skazana na bardzo wąskie grono odbiorów: miłośników historii, pasjonatów swoich dużych i małych ojczyzn, ma jednak szansę przebić się do szerszego kręgu czytelników pod warunkiem, że będzie napisana zrozumiałym dla wszystkich językiem, potoczystym stylem i z tak zbudowaną dramaturgią, żeby czytelnika wciągnąć i… już nie puścić. Tak właśnie dzieje się z książkami Pierończyka: zaczynasz czytać i już nie przestajesz, bo chcesz się dowiedzieć, co widział kasztan stojący na pewnym załęskim podwórku i jak daleko sięgają jego asty, jakie były losy pyzatego synka z załęskiego familoka i jak został frechownym gizdem, co to za Kleofas, który wpisał się w niejeden życiorys, sam mając swój własny niezwykle burzliwy i dramatyczny, jakie meandry losu doprowadziły olimpijczyka na bramę huty Baildon i co ma wspólnego gruba z Grubbą, a Ewald Dytko z Robertem Lewandowskim…

Intymny świat „małej ojczyzny”, przedstawiony w naznaczonych jej umiłowaniem opowieściach Pierończyka, przemawia silniej i bardziej zapada w pamięć niż podręcznikowe lekcje historii, bo historia w tych opowieściach jest historią żywą, historią dziadka, matki, sąsiada… Czytając Asty kasztana, Synka z familoka, Kleofasa w życiorys wpisanego czy Meandry załęskiego sportu poznajemy po prostu Śląsk „niewymyślony”, Śląsk Gintera Pierończyka, nasz Śląsk!

Aleksandra Mańka-Chmura

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *