Godulowa saga – Jerzy Buczyński

Dość ładne to. Spokojnie napisane, bez wodotrysków, suspendów, retrospekcji czy też żonglowania innymi technikami, które mają powodować, że czytając książkę dostajemy większych wypieków na twarzy. Bez tej całej ekwilibrystyki, czasem denerwującej, bez magicznych mocy… Stop! Wróć! Magiczne moce są. Jest przecież Diabeł z Rudy albo Czarodziej z Rudy, bo tak nazywali Karola Godulę jego współcześni. Ale co tam z niego za diabeł? Oczywiście najlapiej przeczytać i samemu się dowiedzieć.
Historia leci swobodną, prostą opowieścią. Ale, że dobrze opowiedziana, to wciąga. No bo cóż takiego miał w sobie ten facet, jakie moce, że z pomocnika leśniczego przeistoczył się w najbogatszego przemysłowca na Śląsku w XIX wieku?
Co denerwuje podczas czytania? Zbytnie wyidealizowanie głównej postaci. No ale w końcu to nie jest naukowa biografia, tylko beletrystyka. Pan Jerzy ma prawo do własnej wizji.
Co się podoba? Dobre dialogi w języku śląskim. Wiem, o czym mówię, bo znam ten język. Czego za mało? Informacji o kontekście, otoczeniu w jakim Godula żył i działał. Ale czy to wada, czy zaleta, to już każdy musi indywidualnie ocenić.

Marian Kuś

Hanyska – Helena Buchner

Matriarchat, śląski matriarchat? Oczywiście.  Na Śląsku rządziły i rządzą kobiety. Rządzą matki. Rządzą omy. Chłop, to może ciężko robić, wypić sobie po robocie albo zagrać w szkata z kamratami. Może śmierdzieć piwem, czy też szkatem po powrocie do domu. Dużo może. Może se pogodać. Ale wypłatę i tak odda żonie, która zadba o to, by miał wypraną koszulę na niedzielną mszę, oraz by dzieci były czyste i nie chodziły głodne do szkoły. Sto lat temu dbała. Teraz dba. Bez znaczenia jest czas. On nie ma nic do gadnia. A niby taki to twardziel, ten śląski chłop. Bergmon albo hutnik, a może i rolnik, staje się miękkim woskiem na widok swojej baby. Swojej Ślubnej. Swojej Matriarchalnej Godzilli.

Czytaj dalej Hanyska – Helena Buchner

200 polubień na Facebooku

Roztomili,

Tak się porobiło, że facebookowy profil Karasola przekroczył liczbę dwustu polubień oraz, co chyba ważniejsze, dwustu osób, które śledzą to, jak się Karasol kręci. Liczba ta wybiła szybko, mimo iż Karasol nie zajmuje się polityką, motoryzacją czy zaglądaniem w portki celebrytom.
Dziękujemy i prosimy o więcej.

Wystawa prac Ewy Wrożyny

Zapraszamy do Gliwic na wystawę prac Ewy Wrożyny. Wystawa jest czynna od 1 do 31 marca 2017r. w Bibliotece Centralnej MBP na ul. Kościuszki 17.

Wernisaż 3 marca 2017r. o godzinie 18:00

Wojciech Szwiec

Wojtek Szwiec

Wojciech Szwiec ur. w 1978 roku. Kulturoznawca z wykształcenia. Twórca filmowy i animator kultury z zamiłowania. Trener organizacji pozarządowych. Pełni społecznie funkcję wiceprezesa stowarzyszenia Centrum Społecznego Rozwoju. Członek zarządu Federacji Niezależnych Twórców Filmowych w Warszawie. Członek Mikołowskiego Towarzystwa Historycznego. Realizuje filmy krótkometrażowe i prowadzi warsztaty filmowe.  Społecznie jest także redaktorem naczelnym portalu kina niezależnego www.filmowepoludnie.pl.

Czytaj dalej Wojciech Szwiec

Nowe materiały w naszej „pobieralni”

W sekcji „Do pobrania” pojawiły się nowe pozycje. Jest „Histora Załęża cegłą pisana” oraz dwie piosenki chóru Koła Miłośników Śląskiej Pieśni z Miejskiego Domu Kultury w Ligocie. Materiały przesłał Ginter Pierończyk. Poniżej fragment emaila Gintera, który wyjaśnia historię tych pieśni.

Przy okazji zbierania materiału do książki „Kleofas w życiorys wpisany” wpadły mi do ręki słowa piosenki, którą dawniej moja babka śpiewała dziadkowi.  Choć wiedziałem o tym jedynie z opowiadań babci, postanowiłem część tekstu tej piosenki wykorzystać jako motto. Kiedy o tych słowach dowiedział się Grzegorz Płonka znalazł do niej nuty, po czym zaaranżował ją na nowo i przekazał chórowi Koła Miłośników Śląskiej Pieśni z Miejskiego Domu Kultury w Ligocie do zaśpiewania. […]  Druga pieśń również jest aranżacji Grzegorza i wykonana przez ten sam chór. Jej, tekst nawiązuje do czasów kiedy na  Kleofasie wstrzymano wydobycie i cała załoga została bez pracy. W ten sposób obie te pieśni stanowią jak gdyby dźwiękowe uzupełnienie treści mojej książki o Kleofasie.

Zapraszamy do zapoznania się. 

Ginter Pierończyk

Ginter Pierończyk – emerytowany górnik który po „restrukturyzacji” został pisarzem.

Pomysłodawca i współtwórca (wspólnie z Aleksandrem Lubiną) Klubu Twórców Górnośląskich – KARASOL.

We wstępie do książki Michała Smolorza „Śląsk wymyślony” natknąłem się na takie życzenie autora – Czytelnikom życzę twórczej refleksji. Być może wspólnymi siłami uda się poważną część Śląska – tego „niewymyślonego” – z sejfów wydobyć, odhibernować i przywrócić do życia, które skłoniło mnie do rozpoczęcia poszukiwania korzeni moich śląskich przodków. Przy tej okazji dokonałem wielu odkryć które postanowiłem opisać ze względu na ich niezaprzeczalną wartość historyczną. Ponieważ nie miałem żadnego doświadczenia w tym zakresie postanowiłem najpierw je nabyć. W 2013 r. zgłosiłem się do Biblioteki Śląskiej w Katowicach na kurs dla początkujących pisarzy prowadzony w ramach „Klubu Twórczego Pisania Marty Fox”. Na zakończenie każdy z kursantów napisał krótką pracę „dyplomową”, ja swoją opatrzyłem tytułem „Wypasiona bemwica” i z sercem bijącym z emocji niczym dzwon kościelny na sumę, oddałem ją prowadzącej kurs Marcie Fox. Na ostatnie zajęcia szedłem pełen niepokoju który wkrótce przeobraził się w ogromna radość ponieważ moja „Wypasiona beemwica” uzyskała pozytywną opinię prowadzącej kurs Marty Fox i jako jedna z nielicznych prac została opublikowana w almanachu „Jeszcze nie płonie metafora”. Każda z prac opatrzona została krótkim komunikatem, przy mojej Marta Fox napisała: „ Ginter Pierończyk też chce „ocalić od zapomnienia”. Ma co ocalić i potrafi gawędzić, wiec życzę, by jego śląska saga, Załęski kasztan, została napisana i wydrukowana. Myślę, że pan Ginter Pierończyk ma w zanadrzu wiele podobnie ciekawych opowieści. Powinien w siebie uwierzyć i pisać, bo wie, jak stopniować napięcie dramaturgiczne, jak prowadzić czytelnika ku poincie”.

Czytaj dalej Ginter Pierończyk