Henryk Waniek: Obcy w kraju urodzenia

Jakoś dziwnie kojarzy mi się ta książka z Miazgą Jerzego Andrzejewskiego. Nie wiedzieć dlaczego…

Takie rozpisywanie się przydługawe, żeby przejść do sedna, wiercenie, kręcenie – rozpoznawanie postaci, nazywanie postaci… Do istoty nie dotarłem – chociaż… ale o tym za chwilę.

Jakieś takie krążenie, takie drążenie, co uzasadnione bywa stylistycznie, aby kunsztem się popisać – tego nie ma ani u Andrzejewskiego i nie ma u Wańka. Nudy, panie i panowie – nudy. Taka miazga. Miazga z czego? Miazga z niczego.

Kto się nie zgadza, to po przeczytaniu polemikę niech podejmie. Przeczytać należy – zobowiązują do tego poprzednie książki mistrza Wańka. Książki z jego świata. Bo ta Warszawa Petera – enerefowskiego korespondenta prasowego – stolyca z 1987, to nie jest świat Wańkowy. To Warszawa powieściowa, to miasto niemieckiego pijaczka, drobnego oszuścika, lawiranta, bajeranta, który nie jest ani paskudny ani żałosny, taki jest nijaki, byle jaki, taki sraki, miazgowaty.

„Obcy…” nie jest światem pana Henryka, oj nie jest… Miazgowata ta europejskość, ta niemieckość siermiężna, ta śląskość taka byle jaka.

.   .   .

Martin Klimek, z pochodzenia Górnoślązak, korespondent Die Zeitung, przysłany do Polski jako następca Petera, do zlikwidowanego swej grobu matki prowadzony przez Rudolfa-Magika, synka z Bytomia, socjalistycznego haderloka, prowadzony do grobu Klimkowej, w którym spoczywają zwłoki szewca Wiśniewskiego, urodzonego we Lwowie…

Martin Klimek, który mówi po niemiecku i po angielsku, no i bezbłędnie po polsku, chociaż jego dziadek sroł we haźlu…, wożony przez Karola, syna zmarłego na raka wątroby kapitana LWP…

Martin Klimek nijaki.

Martin, Rudolf, Karol – wszyscy, chyba na szczęście, obcy w kraju urodzenia…

.   .   .

Surowy osąd? Tak, bo nie lubię Niemców popełniających w języku niemieckim błędy, których żaden Niemiec nie popełni?

Peter do Martina: „Martin, hallo. Wie geht es? Warum bist du so spät? Wir erwarten auf dich seit eine Stunde.”

Nie lubię Polakow, kaleczących polski: „Steffi Graf utraciła przewodnictwo w światowych rankingach tenisa. Dobre sobie, dobre… utraciła przewodnictwo.” I dalej: „Wyczuł, że teatr nie jest jej języczkiem u wagi.” oraz (…) Czerwono piszącym długopisem (…)

Surowy osąd? Tak, bo nie lubię lapsusów. Chyba, że zamierzone.

Surowy osąd? Tak, bo nie lubię Ślązaków posługujących się śląskim z kiepskich kabaretów:

„Ida się wysrać do haźla i żeby mi nikt nie przeszkadzoł.”

.   .   .

Też niy chcam sztyrować. Ino cosik mie nerwuje tyn kustosz w Muzeum na warszawskiej Starówce, co godo ciygiym, kiej automat o zabitych, ofiarach i bohaterstwie. Robi z tego nieszczęścia jatki rzeźnickim toporem słowa nieopanowanego. Ino tyn Waldenburg i ta Wartha – i ta gorzoła, bimber, siwucha, sznaps, gorzoła i winiak.

Jako ta Bryllowska mucha…

Okrągły stół, Urban, trzymający się razem na próbie generalnej cenzorzy: pezetperowski i polsko-rzymsko-katolicki… Obcość, strengerowatość Verfrem-dung… Bleee.

.   .   .

A tu w pysk Martinowi i czytelnikowi – jak diamentem – Lipski*:

– strona 192 „(…) wzięliśmy udział w pozbawianiu ojczyzny milionów ludzi, (…)”

– strona 192 „(…) autorzy przechwalają się, iż jeszcze przed druga wojną światową (…) grupy polityczne, z którymi byli ci autorzy związani, żądały Polski po Odrę i Nysę, ze Szczecinem i Wrocławiem. (…) Przypominać te wstydliwe epizody historii ideologicznej z aprobatą – to objaw degeneracji etycznej. A zarazem zresztą głupota polityczna. (…)” Lipski: Dwie ojczyzny – dwa narody. Uwagi o megalomanii narodowej i ksenofobii Polaków.

Polecam także stronę 201.

Aleksander Lubina

Henryk Waniek: Obcy w kraju urodzenia 

wydawnictwo Silesia Progress, Kotorz Mały, 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *