Trylogia załęska: Asty kasztana, Synek z familoka, Kleofas w życiorys wpisany Gintera Pierończyka

O Astach kasztana pisałem.

Synek z familoka i Kleofas w życiorys wpisany ukazały się nakładem Narodowej Oficynie Śląskiej.

Wszystkie trzy tytuły uczestniczą w Karasolu książek – kręcą się po świecie – bywają u ludzi.

A ludzie, baby i chopy, piszą i mówią o Pierończykowych książkach:

Czesław Tomecki (trzech braci Tomeckich uprawiało zapasy odnosząc w nich spore sukcesy) pisze do Gintra:

Cześć Ginter.
Z wielką przyjemnością przeczytałem Twoje książki : „Synek z familoka” (pożyczyła mi Madzia) i „Asty Kasztana” (znalazłem w internecie) mam nadzieję, że uda mi się również znaleźć trzecią Twoją książkę „Kleofas w życiorys wpisany”. Jestem pod wrażeniem bogactwa materiału dotyczącego zawiłych losów Ślązaków opisanego na przykładzie swojej rodziny pierwszej połowy XX wieku. Z kolei wspomnienia z Synka z Familoka poniosły mnie w sentymentalną podróż do lat dzieciństwa z naszego jakże bliskiego nam Załęża. Bardzo fajnie się to czytało, gratuluję pisarskiego talentu i życzę dalszych sukcesów na pisarskiej niwie.
Czesiek
Błogosławionych i Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego pełnych rodzinnego ciepła, pokoju i nadziei.
Pozdrowienia i życzenia również od Edmunda.

Pan Eugeniusz Ochojski pisze tak:

Czytałem „Synka z familoka”. I co za recenzję ja mogę napisać? Skoro mieszkałem z babcią autora na jednej ulicy, skoro chodziliśmy do tego samego przedszkola, do tej samej szkoły ,biegaliśmy po tych samych placach, a wśród osób którym składa podziękowania jest mój krewny? Byłbym mało obiektywny. Jedyne co chciałbym podkreślić, to fakt, że w naszej robotniczej dzielnicy wyrósł człowiek nietuzinkowy, potrafiący wbrew stereotypom wybić się ponad przeciętność. Gratuluję. Książkę posyłam dalej a sam czekam na „Asty kasztana”.

Ktoś jeszcze tak:

Synek z familoka” Nie ma nic przyjemniejszego, niż znaleźć na kartach czytanej książki miejsca po których się w dzieciństwie biegało, wspólnych znajomych (w tym członków rodziny),czy czytać o zdarzeniach w których brało się udział. Ważniejsze jednak jest to, że i z dzielnicy robotniczej wywodzą się ludzie zdolni ,wykształceni o wielu talentach i zdolnościach. Polecam osobom, którym nie obojętna jest jedna z najstarszych dzielnic Katowic – Załęża.

Joania Jakóbik mówi:

Nie jest to beznamiętne przekazywanie faktów Gintra się czyta dobrze, jakby on stał i opowiadał. To nie jest nudne i suche . Prosty świat – proste, jasne, czyste, zrozumiałe, żywe pisanie…

Ja zaś cenię sobie literaturę Pierończyka, bo choć odrobinę podobny do Morcinka i Siekierskiego, to nie ideologizuje. Choć taki trochę Villquist, to nawet o tym nie wie. Nie jest taki smarkaty, jak Kuczok, nie epatuje sobą, jak Twardoch – no i nie przeklina, nie obraża, nie pisze źle o bliskich… to pisanie kojarzy się z górnośląskością dobrą i spolegliwą – chop pisze kiej chop, niy ślinto, niy labiydzi, niy przeziwo, niy farmazoni i niy cygani.

Bogata to literatura, ta literatura Górnego Śląska, oj, bogata, bo ma tylu pisarzy, tylu naszych, o tak różnych zdaniach, stylach, tematach…

Bo ma Załęże, które należy do Pierończyka, jak on do Załęża, wprowadzonego na salony i Karasole słowa naszego górnośląskiego.

Aleksander Lubina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *