Czesław Fojcik

Chociaż znam kawał świata, to Jestem stąd.

Portrety
Maluję i rysuję nie podobieństwo a duszę, to coś, co widzę w modelu: ból, cierpienie, przeszłość, krzywdę marzenia…

„Megalopolis”
Komponuję  wymyślone miasta z prostych, codziennych elementów, które najczęściej razie są znane z życia  w milczeniu. Krajobraz z ogromnych butelek podobnych do chmur wydaj się być jakby stworzone zostały we wszechświecie artystycznej wizji Moje miasta wydają się być boleśnie opustoszałe, ale ukazują dyskretne życie: ciepło emanuje z wnętrza, nieoczekiwane światło lub  dym tchną z butelek -może to dobroduszny i osamotniony dżin z „tysiąca i jednego miasta”?

Uczniowie
Podczas lekcji malowania uczę, jak porywać się na urzeczywistnianie marzeń na słonecznym południu, jak dzięki wyobraźni  podróżować akrylami i przeróżnymi narzędziami malarskimi, dającymi poczucie słońce na skórze. Przedmioty codziennego użytku staną się krajobrazem. Uczę się, jak można wyczarować siebie i innych w pięknych miejscach.

Aleksander Lubina  o Czesławie Fojciku:

Kiedy 35 lat temu zobaczyłem ówczesne, najświeższe obrazy Czesława, zrozumiałem, że ludziom o czystym sercu i otwartej głowie w tym państwie żyje się strasznie.
W czerwieniach, błękitach, fioletach, kobiety u studni otoczone niedorozwiniętymi dziećmi o pustych oczach. Świat widziany przez wrażliwego górniczego syna wychowanego w prostocie i uczciwości. Świat obcy. Świat cudzy. Świat boleściwy. Świat torturujący artystę potrójnym wykluczeniem:
– z heroicznej acz siermiężnej górnośląskości powszedniej, gdzie jedynie matka rozumie tak do końca; – z kręgu malarzy niedzielnych, naiwnych a tak bardzo po śląsku hołubionych i równocześnie nierozumianych, których malarstwo jest tylko odrobinę ważniejsze od fusbalu, skata, brifów, gorzoły i pontów;

– z kraju, który nigdy nie był ojczyzną Czesława, bo, po co temu krajowi artysta z jakichś Gierałtowic, po co komu serce, ręce i rozum Czesława Fojcika.

35 lat temu Czesław Fojcik zostawił dotychczasowy dorobek malarski i wysiedlił się do Niemiec. Zapodziały się gdzieś młodzieńcze obrazy i wyobrażenia, pozostała moc, wyrazistość, ostrość spojrzenia.

Z gierałtowickiego węgla powstał nie ludowy skarbnik, nie sztygar, nie hajer – powstał antracytowy artysta, którego możecie odwiedzić w Essen. Być może poprosi was o pozowanie do portretu piórkiem, pastelem, olejem, albo wyrzeźbi wasz biust, bądź cała postać. To wszystko na waszą własną odpowiedzialność, bo ujrzycie siebie samych, jakich nie znacie…

https://www.facebook.com/MALSCHULE-Zeche-K%C3%B6nigin-Elisabeth-Zentrum-f%C3%BCr-Realistische-Malerei-150263658343840/

https://www.lokalkompass.de/essen-nord/kultur/wir-brauchen-schoenheit-malschule-76-zeigt-die-besten-bilder-des-jahres-d597946.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz taką liczbę, by działanie było poprawne. *